Najdłuższa relacja w Twoim życiu. Czy na pewno Ci służy?

Są relacje, o które dbamy bardziej niż o cokolwiek innego. Poświęcamy im czas, uwagę i energię, staramy się pielęgnować bliskość, naprawiać nieporozumienia i szukać porozumienia nawet wtedy, gdy bywa trudno. Wiemy, że od jakości tych relacji zależy nasze samopoczucie, poczucie bezpieczeństwa i szczęście.

Jest jednak jedna relacja, której bardzo często nie poświęcamy nawet chwili refleksji, choć to właśnie ona ma największy wpływ na jakość naszego życia. Trwa od pierwszych chwil naszej świadomości i będzie nam towarzyszyć do ostatniego oddechu. Nie można od niej odpocząć, zrobić sobie przerwy ani wyjechać na drugi koniec świata. Zabieramy ją wszędzie, ponieważ nosimy ją w sobie.

To relacja z samym sobą.

Nie budują jej wielkie wydarzenia ani przełomowe decyzje. Tworzą ją tysiące drobnych rozmów, które prowadzimy każdego dnia we własnej głowie. Słowa wypowiadane po cichu, komentarze pojawiające się po popełnionym błędzie, myśli towarzyszące spojrzeniu w lustro, oceny, których nikt poza nami nie słyszy. To właśnie z nich powstaje opowieść o tym, kim jesteśmy i ile jesteśmy warci.

Czy powiedziałabyś to komuś, kogo kochasz?

Wyobraź sobie, że obok Ciebie przez cały dzień siedzi ktoś, kto komentuje wszystko, co robisz. Rano zwraca uwagę na Twój wygląd, później przypomina o każdej pomyłce, umniejsza sukcesy, podważa decyzje i przekonuje, że inni poradziliby sobie lepiej. Wieczorem, zamiast pozwolić Ci odpocząć, wyciąga listę rzeczy, których nie udało Ci się zrobić.

Jak długo chciałabyś przebywać w towarzystwie takiej osoby?

Kilka godzin?

Kilka dni?

A może już po pierwszej rozmowie uznałabyś, że nie chcesz wpuszczać jej do swojego życia?

Tymczasem bardzo często właśnie w taki sposób zwracamy się do samych siebie i nie dostrzegamy w tym niczego niezwykłego. Przyzwyczailiśmy się do tego głosu tak bardzo, że przestaliśmy go kwestionować. Co więcej, uwierzyliśmy, że mówi prawdę.

Nie każda myśl jest Twoją prawdą

To, jak mówimy do siebie, nie pojawia się znikąd. Przez całe życie zbieramy doświadczenia, słowa, oceny i przekonania, które stopniowo zapisują się w naszej pamięci. Niektóre dodają odwagi, inne sprawiają, że zaczynamy wątpić w siebie. Zdarza się, że jedno zdanie usłyszane w dzieciństwie pozostaje z nami na długie lata i z czasem staje się częścią naszego wewnętrznego dialogu.

Nie dlatego, że było prawdziwe.

Dlatego, że zostało wypowiedziane wtedy, gdy najbardziej potrzebowaliśmy akceptacji.

Dziecko nie zastanawia się, czy dorosły ma rację. Ono uczy się świata poprzez jego słowa. Jeśli wielokrotnie słyszy, że powinno być grzeczniejsze, mądrzejsze, silniejsze albo bardziej odpowiedzialne, zaczyna wierzyć, że dopiero wtedy zasłuży na miłość i uznanie.

Po latach głos tych ludzi cichnie, ale jego echo pozostaje. Zmienia się tylko narrator.

Najsurowszym sędzią często jesteśmy dla siebie

To zastanawiające, jak wiele wyrozumiałości potrafimy okazać innym ludziom. Rozumiemy, że ktoś jest zmęczony, przeżywa trudniejszy czas albo popełnił błąd. Potrafimy powiedzieć przyjaciółce, że nie musi być idealna, uspokajamy dzieci, kiedy coś im nie wyjdzie, wspieramy partnera, gdy zwątpi w siebie.

Dlaczego więc tak trudno skierować tę samą łagodność do siebie?

Dlaczego własny błąd urasta do rangi porażki, a sukces staje się przypadkiem? Skąd bierze się przekonanie, że na odpoczynek trzeba sobie zasłużyć, a poczucie własnej wartości powinno zależeć od tego, ile zrobiliśmy i jak dobrze wypadliśmy w oczach innych?

Im dłużej pracuję z ludźmi, tym częściej dochodzę do wniosku, że źródłem wielu trudności nie jest brak wiedzy, odwagi czy kompetencji. Znacznie częściej jest nim sposób, w jaki człowiek rozmawia sam ze sobą.

Ciało słyszy każde wypowiedziane do siebie słowo

Choć ten wewnętrzny dialog wydaje się jedynie strumieniem myśli, jego skutki bardzo szybko odczuwa również ciało. Pojawia się napięcie karku, zaciśnięte szczęki, płytki oddech, trudność z odpoczynkiem i nieustanne poczucie, że trzeba zrobić jeszcze więcej. Organizm nie analizuje, czy zagrożenie pochodzi z zewnątrz, czy rodzi się w naszych własnych myślach. Reaguje na wszystko, co odbiera jako niebezpieczeństwo.

Jeżeli każdego dnia słyszy, że jest niewystarczający, zaczyna funkcjonować tak, jakby naprawdę musiał nieustannie walczyć o przetrwanie.

Być może właśnie dlatego tak wielu ludzi jest dziś zmęczonych nie ilością obowiązków, lecz ciężarem, jaki noszą we własnej głowie.

A gdyby przestać wierzyć każdej swojej myśli?

Nie chodzi o to, aby któregoś dnia całkowicie uciszyć wewnętrznego krytyka. Być może będzie odzywał się jeszcze wiele razy, szczególnie wtedy, gdy zdecydujesz się zrobić coś nowego albo wyjść poza to, co dobrze znane.

Może jednak warto przestać traktować jego słowa jak wyrok.

Może warto zatrzymać się na chwilę i zapytać: czy to naprawdę jest prawda, czy tylko historia, którą opowiadam sobie od wielu lat?

To pytanie nie zmieni wszystkiego w jednej chwili. Może jednak stać się początkiem zupełnie innej rozmowy. Rozmowy, w której obok wymagania pojawi się życzliwość, obok ocen ciekawość, a obok lęku zaufanie do samego siebie.

Relacja, która wymaga największej troski

Często słyszymy, że warto otaczać się ludźmi, którzy nas wspierają, inspirują i dodają nam skrzydeł. To prawda. Warto jednak pamiętać, że żaden człowiek nie spędzi z nami tyle czasu, co my sami.

Może więc zamiast pytać, jak uciszyć wewnętrznego krytyka, lepiej zadać sobie inne pytanie.

Kim jestem dla samej siebie?

Czy jestem osobą, przy której można odetchnąć, popełnić błąd, uczyć się i rozwijać, czy raczej kimś, kto nieustannie ocenia, porównuje i przypomina o własnych niedoskonałościach?

Bo jakość naszego życia nie zależy wyłącznie od relacji, które tworzymy z innymi ludźmi. W ogromnej mierze zależy od tej jednej, najdłuższej relacji, którą każdego dnia budujemy z samym sobą.

I być może właśnie od niej warto zacząć każdą prawdziwą zmianę.

Zatrzymaj się na chwilę…

Nie zamykaj jeszcze tego artykułu.

Pomyśl o jednym momencie z dzisiejszego dnia, w którym coś do siebie powiedziałaś. Może było to krótkie: „Ale ze mnie gapa.” Może pomyślałaś: „Znowu nie dałam rady.” A może pojawiło się dobrze znane: „Powinnam bardziej się postarać.”

Teraz wyobraź sobie, że dokładnie te same słowa wypowiadasz do osoby, którą kochasz najbardziej. Do swojego dziecka, przyjaciółki, partnera albo kogoś, kto jest Ci szczególnie bliski.

Czy naprawdę chciałabyś, żeby usłyszała właśnie to?

Jeżeli odpowiedź brzmi „nie”, zadaj sobie jeszcze jedno pytanie.

Dlaczego więc zgadzasz się, by każdego dnia słyszała to osoba, z którą spędzisz całe swoje życie – Ty sama?

Może właśnie od odpowiedzi na to pytanie zaczyna się budowanie najważniejszej relacji, jaką kiedykolwiek będziesz tworzyć.