Dlaczego tak trudno zaufać sobie.

Czasem mówisz:
„Ja już naprawdę nie wiem, co jest dla mnie dobre”.

I kiedy to zdanie wybrzmiewa, często pojawia się w nim coś więcej niż tylko chwilowe zagubienie, bo za nim stoi doświadczenie wielu lat podejmowania decyzji, które nie do końca były Twoje, reagowania w sposób, który miał sens dla innych, ale nie zawsze dla Ciebie, i słuchania głosów z zewnątrz tak długo, że własny głos gdzieś po drodze stał się cichszy.

Kiedy zaczynamy się temu przyglądać, bardzo rzadko okazuje się, że naprawdę „nie masz intuicji” albo że „nie wiesz”. Znacznie częściej odkrywamy, że wiesz – tylko nie ufasz temu, co się w Tobie pojawia.

Bo zaufanie do siebie nie jest czymś, z czym się po prostu rodzimy i co zostaje z nami na zawsze.

Ono buduje się w relacji.

W tych wszystkich momentach, kiedy jako dziecko coś czułaś, a ktoś to zobaczył i powiedział, że to ma sens. Kiedy coś było dla Ciebie ważne i ktoś to potraktował poważnie. Kiedy Twoje „tak” i Twoje „nie” miało znaczenie.

Ale jeśli tych momentów było mało, albo jeśli częściej doświadczałaś czegoś odwrotnego, to bardzo naturalne, że nauczyłaś się bardziej ufać temu, co na zewnątrz, niż temu, co w środku.

Jak uwierzyć w siebie…

Bo jeśli słyszysz, że przesadzasz, kiedy coś czujesz, zaczynasz wątpić w swoje emocje.
Jeśli Twoje granice są ignorowane albo przekraczane, zaczynasz wątpić w to, czy masz prawo je mieć.
Jeśli decyzje są podejmowane za Ciebie, zaczynasz wątpić w to, czy potrafisz decydować.

I to nie dzieje się nagle.

To jest proces, który dzieje się powoli, dzień po dniu, sytuacja po sytuacji, aż w pewnym momencie zaczynasz bardziej słuchać tego, co „powinnaś”, niż tego, co naprawdę czujesz.

Bardzo często widzę to w naszych spotkaniach.

Mówisz o jakiejś decyzji, o relacji, o sytuacji, która Cię dotyczy, i kiedy pytam: „a Ty czego chcesz?”, zapada cisza.

Nie dlatego, że nic tam nie ma.

Tylko dlatego, że ten głos był przez długi czas pomijany.

A zaraz potem pojawia się coś innego – analiza, wątpliwości, scenariusze, myślenie o tym, co będzie najlepsze, rozsądne, bezpieczne.

I to wszystko ma sens.

Bo kiedy nie masz kontaktu z zaufaniem do siebie, próbujesz je zastąpić kontrolą.

Ja też przez długi czas funkcjonowałam w ten sposób.

Bardzo dużo analizowałam, sprawdzałam, zastanawiałam się, czy podejmuję dobrą decyzję, czy nie popełniam błędu, czy nie powinnam jeszcze chwilę poczekać, jeszcze czegoś się dowiedzieć, jeszcze czegoś być pewna.

I to dawało chwilowe poczucie bezpieczeństwa.

Ale jednocześnie oddalało mnie od tego, co było najprostsze – od kontaktu ze sobą.

Bo zaufanie do siebie nie polega na tym, że zawsze wiesz, co zrobić.

Nie polega na tym, że nie popełniasz błędów.

Nie polega nawet na tym, że zawsze czujesz się pewnie.

Zaufanie do siebie zaczyna się w miejscu, w którym jesteś w stanie usłyszeć siebie i potraktować to poważnie.

Nawet jeśli to, co słyszysz, jest niejasne.
Nawet jeśli jest niewygodne.
Nawet jeśli nie daje Ci natychmiastowej odpowiedzi.

I bardzo często to zaufanie jest bezpośrednio połączone z tym, o czym były poprzednie teksty.

Bo jeśli przez lata byłaś w roli tej, która dostosowuje się do innych, trudno jest nagle zacząć słuchać siebie.
Jeśli nie miałaś przestrzeni na swoje granice, trudno jest zaufać temu, co czujesz jako „za dużo” albo „nie chcę”.
Jeśli emocje były tłumione albo odkładane, trudno jest dziś oprzeć się na nich jako na informacji.

To wszystko się ze sobą łączy.

Dlatego powrót do zaufania do siebie nie zaczyna się od wielkich decyzji.

Zaczyna się dużo wcześniej.

Od momentów, w których zaczynasz zauważać, co się w Tobie pojawia, i nie odrzucasz tego od razu.

Od chwili, w której zamiast szukać odpowiedzi na zewnątrz, zostajesz przez moment z pytaniem.

Od zgody na to, że możesz czegoś jeszcze nie wiedzieć, ale możesz być w kontakcie ze sobą w tym niewiedzeniu.

Metody, którymi ja rozpracowuje swoje przekonania to  Radykalne Wybaczanie Colina Tippinga czy The Work Byron Katie, pomagają dostrzec które z nich, podważają zaufanie do siebie, i stopniowo je rozluźniać.

Ale to, co naprawdę buduje zaufanie, dzieje się w bardzo prostych momentach.

Kiedy zaczynasz być ze sobą uczciwa.
Kiedy zaczynasz słyszeć, co czujesz, nawet jeśli to nie jest wygodne.
Kiedy zaczynasz traktować siebie poważnie.

I to nie jest szybka droga.

Bo jeśli przez lata uczyłaś się nie ufać sobie, to naturalne, że to zaufanie potrzebuje czasu, żeby się odbudować.

Ale ono nie jest czymś, co trzeba stworzyć od zera.

Ono już tam jest.

Tylko przez długi czas było przykryte.

I może najważniejsze, co chcę Ci zostawić na koniec tej całej serii, jest bardzo proste.

Nie chodzi o to, żebyś nagle wiedziała wszystko.

Nie chodzi o to, żebyś już nigdy nie wątpiła.

Chodzi o to, żebyś zaczęła wracać do siebie.

Do tego miejsca, w którym coś w Tobie czuje, reaguje, wie — nawet jeśli jeszcze nie umiesz tego nazwać.

I żebyś powoli, krok po kroku, zaczęła temu miejscu dawać więcej uwagi.

Bo to właśnie tam zaczyna się zaufanie.

Do siebie.